50 lat minęło

15 maj 2024 | 10:55

Dokładnie 50 lat temu „Niebiescy” zdobyli jedenasty w historii tytuł Mistrza Polski! Zdecydował o tym bezbramkowy remis w spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec przy Cichej.

Sezon 1973/1974. Nie można pominąć tej historii od chwili, kiedy w chorzowskim klubie został zatrudniony Michał Vičan, czechosłowacki trener, który parę lat wcześniej, prowadząc drużynę Slovana Bratysława, pokonał słynną Barcelonę i zdobył Puchar Zdobywców Pucharów. Kiedy przyjechał sportowym samochodem włoskim fiatem 124 na klubowy parking, było wiadomo, że to nie jest zwykły trener. Od objęcia sterów przez niego w klubie zmieniło się wszystko. Od murawy, po boisko, stroje, zagranicznych sparingpartnerów i transfery.

Niebiescy rozpoczęli sezon zwycięską passą. Prasa pisała po kolejnym wygranym meczu: Chorzowianie zaimponowali zwłaszcza szybkimi i celnymi zagraniami z pierwszej piłki, które wprowadzały dezorganizację w szeregach rybniczan. Ładnie techniczna i szybka gra, sporo strzałów i interesujących spięć podbramkowych, wreszcie efektownych parad bramkarskich - wszystko to złożyło się na interesujące widowisko, oklaskiwane żywo przez 18 tysięcy widzów. Na trybunach już od ponad dekady siedział Gerard Cieślik, który po meczu powiedział: Ruch jest w wybornej formie i walczy o zdobycie najwyższego trofeum (...)

Drużyna Ruchu stanowiła niezwykle zgrany mechanizm, począwszy od doskonałej obrony, którą kierował bramkarz Czaja, poprzez pomoc, gdzie rządzili Bula z Maszczykiem, którym pomagał Bon i bramkostrzelnym napadem, gdzie złote buty nosił Marx z Benigierem, których wspomagał Kopicera. Piotr Czaja, Marian Ostafiński i Jerzy Wyrobek stanowili mur obronny nie do przejścia, po bokach obrony waleczni Bajger z Drzewieckim.

28 października 1973 Ruch przegrał swój pierwszy mecz w sezonie z Szombierkami w Bytomiu. Kolejne wygrane i po dwunastu kolejkach byli liderem tabeli, zdobyli 29 bramek, tracąc ich tylko 11. Wiosna przyniosła ogromne emocje w europejskich puchar, Niebiescy byli bliscy awansu do półfinału rozgrywek.

W lidze Ruch był ciągle na pierwszym miejscu. W dwudziestej kolejce ligowej Niebiescy pojechali do Łodzi na mecz z ŁKS-em. Na stadionie pojawiło się ponad 30 tysięcy kibiców. Prasa napisała: Ten mecz nie wymagał plakatowych reklam, może nawet gospodarze rozkleili jakieś afisze, nie mogły one jednak odegrać roli agitacyjnej. Ruch ma w tym mieście ustaloną markę (...). Ruch wywiózł z Łodzi punkt, remisując 1:1 po bramce Benigiera.

Liga w tym sezonie to był istny maraton piłkarski - w ciągu 15 dni zaplanowano 5 ligowych kolejek. Później miała nastąpić przerwa w rozgrywkach na mistrzostwa świata. I tak, już 4 dni później Ruch wyjechał... Stop! Poleciał rano samolotem do Warszawy na spotkanie z Gwardią, zremisował 1:1 po bramce Mariana Wasilewskiego i po meczu tym samym środkiem transportu wrócił na Górny Śląsk. Piłkarze Ruchu wieczór spędzili z rodzinami. Zawodnicy na pewno długo rozpamiętywali stracone w ostatnich sekundach meczu zwycięstwo. Trener Vičan nie krył wściekłości i następnego dnia zbiórka na trening została wyznaczona na godzinę 10:30.

Na pięć kolejek przed końcem Ruch utrzymywał 6 punktów przewagi nad swoimi przeciwnikami. Rozstrzygnięcie sezonu miało miejsce w środę 15 maja o godzinie 16:00, kiedy przeciwnikiem była drużyna Zagłębia Sosnowiec. Piłkarze Ruchu byli ubrani w niebieskie koszulki z białymi paskami. Sędzią spotkania był Piotrowicz, reprezentujący okręg katowicki. Kibice będący na meczu mieli okazję wygrać trzy nagrody rzeczowe - dwie z nich to radioodbiorniki o kobiecych imionach Edyta i Dominika, zaś trzecią był adapter. Na trybunach pojawiło się 10 tysięcy widzów.

Piłkarze Zagłębia zastosowali znaną już wtedy technikę polegającą na zaparkowaniu autobusu w okolicach swojego pola karnego. Gracze Niebieskich również nie forsowali tempa, zadowalał ich przecież punkt, tym bardziej że kolejne spotkanie ligowe miało się odbyć za dwa miesiące.

Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 0:0. Piłkarze i kibice mogli świętować 11 tytuł mistrza Polski. Piłkarze Ruchu po meczu przed trybuną główną pili szampana z kryształowego pucharu. Były kwiaty i orkiestra. Pojawił się również transparent: „Kibice z Mikołowa gratulują armadzie Vičana zdobycia 11-ego tytułu piłkarskiego mistrza Polski”. Na korytarzach klubowych można było usłyszeć słynne już powiedzenie: Tytuł piłkarskiego mistrza Polski jest przypisany do biało-niebieskich barw klubowych Ruchu i jedynie od czasu do czasu zmienia siedzibę.

Drużyna Ruchu była mistrzem. Ich osiągnięcia zostały jednak przyćmione ogromnym sukcesem reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. W tym wspaniałym polskim złotym pokoleniu piłkarskim drużyna Ruchu była najlepszą ekipą w kraju. Za sukcesami stały pieniądze i strategia. To taki prosty plan, za którym stało kierownictwo Ruchu, trener Vičan i grupa piłkarzy, która na stałe zagościła w annałach klubowych. Zdobyte mistrzostwo Polski miało zdecydowanie największy wymiar rywalizacji sportowej w całej historii Niebieskich.


Od lewej stoją: Piotr Hellebrandt, Józef Bon, Jerzy Faber, Marian Ostafiński, Piotr Czaja, Michal Vičan, Jacek Kurowski, Joachim Marx, Józef Kopicera, Konrad Bajger, Zygmunt Maszczyk. Klęczą od lewej: Ireneusz Malcher, Piotr Drzewiecki, Jan Benigier, Bronisław Bula, Romuald Chojnacki, Albin Wira, Henryk Pluta
Na zdjęciu brakuje Mariana Wasilewskiego, Stefana Herisza oraz Jerzego Wyrobka, którzy również zostali mistrzami w sezonie 1973/1974.

 

Fragmenty tekstu zostały zaczerpnięte z książki „Niebieskie Majstry”.